AktualnościAtrakcje turystyczneHistoria miastaPlan miastaKontakt
szukaj
Miasto i Gmina
Informator Miejski
Przewodnik petenta
Dla turysty
Dla inwestora i przedsiębiorcy
Samorząd terytorialny
Podatki i opłaty
Sport i rekreacja
Kosynier - informator Gminy Trzemeszno
Oświata
Ochrona Przeciwpożarowa
Zarządzanie Kryzysowe/Obrona Cywilna
Przydatne Informacje
Dziennik Ustaw/Monitor Polski
Administrator strony/autorzy
   
Subskrypcja
Zapraszamy do korzystania z naszego biuletynu informacyjnego. Prosimy wpisać swój adres e-mail w pole poniżej.
dopisz
Statystyka
Statystyka odwiedzin:
na stronie: 9
w roku: 138467
w miesiącu: 4462
łącznie odwiedzin:
WLEKLIŃSKI Władysław
  

MAJOR WŁADYSŁAW WLEKLIŃSKI

 

            Nazwisko Wleklińskich pojawia się w aktach archiwalnych Trzemeszna już na przełomie XVIII i XIX wieku. Wleklińscy byli też zawsze aktywnymi społecznikami i patriotami. Brali czynny udział w życiu miejscowych organizacji polskich i często piastowali w nich odpowiedzialne funkcje.

            21.IX.1886 roku Marcinowi i Rozalii Wleklińskim urodził się syn, któremu dali imię Władysław. Matka nazywała się z d. Galewska. Członkowie jej rodziny także byli działaczami społecznymi.

            Marcin Wlekliński był z zawodu garncarzem, posiadał własny dom, a za miastem kawał roli. Ojciec Rozalii prowadził warsztat szewski także uprawiał działkę ziemi. Domy tych rodzin stały w niedalekiej odległości od siebie przy ulicy Psiej, teraz generała Henryka Dąbrowskiego.

            Mały Władysław po ukończeniu szkoły podstawowej uczył się stolarstwa. Okazało się później wiele razy, że zawód ten bardzo mu się przydał. W 1907 roku został powołany do służby w armii pruskiej. Po ukończeniu służby woskowej, znów pracował w swoim zawodzie, ale po pewnym czasie powołano go z powrotem do wojska. Cały okres I wojny światowej również zmuszony był służyć w zaborczej armii. Wrócił do Trzemeszna 29 listopada 1918r. ze stopniem oficerskim.

            Władysław doskonale orientował się w istniejącej aktualnie sytuacji politycznej i międzynarodowej. Wiedział też, że gospodarka upadła w całej nieomal Europie, co budziło ogromne niezadowolenie społeczeństw. W jego głowie musiał wtedy krystalizować plan działania. Natychmiast rozpoczął organizowanie wokół siebie młodych ludzi. Szczególnie bliskie kontakty nawiązał z członkami istniejącego już tutaj „SOKOŁA”. Poznał też bliżej por. Sędzierskiego, który z racji prowadzonych interesów, posiadał liczne kontakty w mieście i okolicy.

            Zyskał sobie również przyjaźń księdza prałata Marcelego Kowalskiego, znanego i nieustraszonego patrioty. Te kontakty z młodzieżą i znaczącymi w mieście obywatelami, zapewne w dużej mierze umożliwiły mu organizowanie konspiracyjnej grupy o charakterze wojskowym, jeśli już 27 grudnia, późnym wieczorem, doszło w mieście do obalenia władzy pruskiej w Trzemesznie.

            Teraz wypadki toczyły się lawinowo. Trzemeszeńscy powstańcy opanowali pocztę. Na dworcu w Trzemesznie zatrzymywali pociąg i z łatwością odbierali broń oraz amunicję żołnierzom pruskim.

            Już 29 grudnia wieczorem, por. Wlekliński znalazł się ze swoimi chłopcami w Zdziechowie, gdzie powstańcy z Gniezna otoczyli liczny oddział żołnierzy nieprzyjaciela. W rezultacie pertraktacji, Polacy opanowali sytuację i odprowadzili żołnierzy pruskich do niewoli w Gnieźnie.

            Sytuacja rozwijała się błyskawicznie.

            Już 1 stycznia 1919r. w południe, por. Wlekliński wyruszył ze swoim oddziałem w kierunku Mogilna, aby wyzwolić to miasto.

Trzemesznianie odprowadzili swoich wojaków aż do Bystrzycy. Tam ks. prałat Kowalski pobłogosławił ich na dalszą drogę, a miejscowa orkiestra dęta zagrała pożegnalnego marsza. Dla powstańców rozpoczęła się długa, trudna i niebezpieczna droga do wyzwolenia ojczyzny.

            Chociaż dowódca pchnął już swoich zwiadowców w kierunku Mogilna, zatrzymywał się na przejazdach kolejowych i tam próbował uzyskać informację o sytuacji w Mogilnie za pomocą telefonów. Po rozmowie zostawił swego wartownika, który uniemożliwiał służbie kolejowej informowania władz pruskich w Mogilnie, o zbliżaniu się oddziału polskich powstańców.

            Gdy pod wieczór oddział Trzemeszeński dotarł do celu, nieprzyjaciel nie zdradzał już ochoty do walki. Miasto zostało oswobodzone.

            Późnym wieczorem, Polacy mogli już obchodzić Nowy Rok w wolnym mieście. Radość była powszechna. Następnego dnia organizowała się już kompania powstańców mogileńskich. Nawiązany został także kontakt z kompanią gnieźnieńską pod dow. Kapitana Cymsa.

            We wtorek, powstańcy wyruszyli na Kruszwicę, gdzie wraz z ludnością rozbrajali Niemców. Uwolnione zostało także Strzelno.

            Por. Wlekliński w swoich wspomnieniach z tego okresu chwali postawę młodych, niewyszkolonych powstańców trzemeszeńskich, którzy brali przykład z doświadczonych wojaków. A sytuacja nie była łatwa. Brakowało żywności, dokuczał mróz.

            W tym czasie zgrupowaniu powstańców dowodził już kpt. Paweł Cyms z Gniezna. Od niego właśnie, 4 stycznia 1919r. w Mątwach otrzymał por. Wlekliński rozkaz, aby w nocy przybliżyć się w okolice dworca kolejowego w Inowrocławiu i o świcie 5 stycznia zaatakować ten obiekt.

            Wlekliński tak relacjonuje później tę akcję: Rozkaz został wykonany. O godz. 7-ej kompania ruszyła w tyralierze do ataku. Gdy tyraliera była już w pobliżu budynków stacji kolejowej, nieprzyjaciel otworzył ogień, na który nasza kampania silnie odpowiadała. O godz. 7:30 torem do Gniezna przejeżdżał pociąg, co umożliwiło powstańcom zająć pozycję na nasypie. Wtedy nieprzyjaciel podjął zmasowany ostrzał naszej pozycji, korzystając z wszelkiej posiadanej broni. Próby naszego ataku nie mogły nic zmienić, gdyż odpierane były nawałą ognia nieprzyjaciela. W pierwszych godzinach walki kompania już poniosła dotkliwe straty. Zginęło trzech powstańców, a czterech zostało rannych. Podobna sytuacja miała miejsce w pozostałych oddziałach atakujących dworzec. Niemcy zaciekle bronili swoich pozycji.

            Dopiero koło południa ogień nieprzyjaciela zaczął słabnąć. Ochotnicy trzemeszeńscy zaatakowali nieprzyjaciela białą bronią. W tym czasie nadszedł jednak rozkaz przerwania walki. Okazało się wtedy, że Niemcy podjęli układy.

            Kompania trzemeszeńska wkroczyła do miasta i została ulokowana w okolicy ul. Św. Ducha. Oczekiwano dalszych rozkazów. Sytuacja była niezwykle napięta. Później przyszła wiadomość, że Niemcy wycofają się z miasta. Radość była ogromna.

            Kompania trzemeszeńska otrzymała rozkaz zajęcia miejscowych koszar. Wrócili też do oddziału powstańcy zabrani w czasie walki do niewoli. Opowiadali o okrutnym traktowaniu ich przez nieprzyjaciela.

            8 stycznia zostały zakupione trumny i po nabożeństwie za poległych Galusa Kazimierza, Kołodziejczaka Zygmunta i Orantka, kompania wróciła do Trzemeszna wioząc ze sobą ciała poległych kolegów.

            Następnego dnia, przy udziale ogromnej rzeszy społeczeństwa, ks. prałat Marceli Kowalski dokonał ceremonii pogrzebowej.

            Kompania uzupełniła swoje zaopatrzenie i jeszcze tego samego dnia powróciła do Inowrocławia. Wnet też nastąpił wymarsz powstańców w kierunku Żnina, gdzie nasi wojacy walczyli z powodzeniem, zadając nieprzyjacielowi znaczne straty.

            Z końcem stycznia 1919 roku kompania przeszła do walk na odcinku Bydgoszcz-Łabiszyn. Pamiętne boje toczyła pod Antoniewem, Szubinem, Władysławowem, Florentynowej i Rudą.

            W czasie pobytu na odcinku bydgoskim, odbyła się w Łabiszynie uroczysta przysięga powstańców. Odbierał ją wówczas pułkownik Kazimierz Grudzielski, dowódca frontu północnego w powstaniu. Kompania trzemeszeńska była jedyną jednostką posiadającą sztandar w tym zgrupowaniu, wykonały go własnoręcznie panie trzemeszeńskie i podarowały swoim wojakom. Poświęcenia dokonał ks. prałat Kowalski i po podniosłej przemowie wręczył dowódcy. Na ten sztandar przysięgali wierność ojczyźnie nie tylko powstańcy trzemeszeńscy, ale również inne oddziały tego odcinka.

            Sztandar ten był w Trzemesznie z czcią przechowywany aż do wybuchu II wojny światowej. Zginął dopiero w czasie okupacji, ukrywany w różnych miejscach przed wrogiem.

            W kwietniu zaczęło się formowanie 9 Pułku Strzelców Wielkopolskich w Wągrowcu. Do tego też pułku włączono powstańców z Trzemeszna. Porucznik Wlekliński otrzymał teraz zadanie zorganizowania w tym pułku kompanii technicznej i miotaczy min.

            Później nastąpiły jeszcze dalsze roszady powstańców. Władysław Wlekliński tak to kiedyś ocenił: Prawie wszystkich (powstańców) spotkałem jeszcze w następnej wojnie bolszewickiej i niejeden znów dał życie w ofierze. W notatkach, które po sobie zostawił znajduje się spis miejscowości, w których walczyli lub działali powstańcy trzemeszeńscy. Obejmuje on łącznie 14 pozycji. W ogniu bezpośredniej walki kompania znajdowała się ogółem 29 dni.

            Pełna lista powstańców trzemeszeńskich liczy 59 nazwisk. Najstarszym wśród nich był Andrzej Krawczyński, któremu dowódca powierzył tabor. Ogółem zginęło w czasie walk 16 powstańców z Trzemeszna. Wszyscy zostali pochowani w mauzoleum, którego staraniem ks. Kowalskiego zbudowano na trzemeszeńskim cmentarzu w centralnym miejscu, gdzie obecnie stoi żelazny krzyż. Te piękną budowlę, pomnik bohaterstwa trzemesznian, zburzył w czasie II wojny świtowej hitlerowski okupant, a pochowane w podziemiu szczątki poległych powstańców zostały tam usunięte i pogrzebane w innym ustronnym miejscu cmentarza. Żyjący jeszcze wtedy powstaniec Władysław Bojanowski zdołał przechować przez cały czas tej okupacji pamiątkową płytę pomnika i krzyż, który był jego zwieńczeniem. Te elementy zostały po II wojnie światowej odnowione i umieszczone na tymczasowym nagrobku (niestety dotąd niezmienionym), oznaczającym miejsce spoczynku bohaterów powstańców.

            We wszystkich swoich wspomnieniach Władysław Wlekliński odnosi się z wielką czułością do pamięci swoich wojaków. Zdarzyło się w czasie jednej z jego wizyt w Trzemesznie, że dowiedział się, iż staruszek, ojciec poległego powstańca Kazimierza Galusa, żyje w wielkiej biedzie. Natychmiast rozpoczął starania o przyznanie ojcu renty po poległym synu. Okazało się wtedy, że w czasie walk o Inowrocław, nikt nie sporządził urzędowego dokumentu śmierci, który teraz był koniecznie potrzebny przy załatwianiu sprawy. Władysław Wlekliński był jednak człowiekiem konsekwentnym. Widząc, że na miejscu nie przełamie biurokratycznych barier, pojechał do Warszawy zabierając ze sobą komendanta miasta z okresu powstania, porucznika Sędzierskiego. W stolicy trafili oni do Polowej Kurii Biskupiej, gdzie na podstawie ich zeznań wydano Metrykę Śmierci Nr 71/4/28, zapisaną w tomie 234 pod nr 150. dokument podpisał ks. dr M. Zagórzański, dziekan W.P.

            Droga do uzyskania renty dla ojca powstańca została otwarta. Jest to piękny przykład troski i pamięci dowódcy o sprawy swego żołnierza.

            Gdy już ostatecznie ustaliły się granice Rzeczypospolitej, wojska wróciły do koszar. Ale żołnierz zawsze musi uczyć się i ćwiczyć. Dotyczy to także oficerów. Nasz bohater tez podlegał temu obowiązkowi. Czas upływał więc wartko.

            Tak przyszedł rok 1928. Wówczas to 21 lutego ukazał się wydawany przez Ministerstwo Spraw Wojskowych „Dziennik Personalny” Nr 5, który publikował „Zarządzenia Prezydenta Rzeczpospolitej w sprawie awansowania oficerów”. W treści czytamy: (…)nadaję stopień majora z dn. 1 stycznia 1928r. kapitanom (…)w korpusie oficerów inż. i sap. (…) Wlekliński Władysław lok. 5. Dalej następują 34 nazwiska.

            Dokument nosi podpisy Ministra Spraw Wojskowych – Marszałka Polski i Prezydenta Rzeczpospolitej – Ignacego Mościckiego.

            Gdy wbrew swojej woli szedł służyć w szeregach armii pruskiej, zapewne nie myślał o karierze oficerskiej. Jednak, gdy wybuchła I wojna światowa, wielu Polaków starało się uzyskać możliwie maksymalne przygotowanie wojskowe. Rosła nadzieja na klęskę wroga, a wraz z nią na jej odrodzenie Ojczyzny. Tak myślał również Władysław Wlekliński. Teraz, po latach, otrzymuje już stopień majora, zdobyty walką i pracą, Majora w Wojsku Polskim.

            Upływały jednak lata. Rosły młode kadry. Trzeba było iść w końcu na emeryturę.

            Wcześniej już, nasz bohater stanął na ślubnym kobiercu ze swoją daleką krewną, Marią Galewską, także urodzoną w Trzemesznie.

            Małżonkowie zamieszkali w Poznaniu na ul. Szwajcarskiej. Tam mieszkali aż do śmierci.

            Jeszcze w 1933 roku, Wojewoda Poznański mianuje Władysława Wleklińskiego wójtem komisarycznym na obwód Chełmce, powiatu Mogilno. Zdaje się jednak, że adresat tej funkcji nie podjął, gdyż nie ma śladu jego urzędowania. Czuł chyba, że nie nadaje się na urzędnika siedzącego za biurkiem i przebierającego w papierkach. Sam Wlekliński pisze, że zajął się wtedy handlem luksusowymi i zabytkowymi meblami. Przydały się wiadomości nabyte jeszcze przed wojną u trzemeszeńskich mistrzów stolarskich.

            Mimo jednak, że jego sytuacja materialna była bardzo dobra, mimo, że znalazł interesujące zajęcie, gnębiło go poczucie goryczy i niezadowolenia. Uważał, że mógł jeszcze pracować w wojsku. Nie rozstał się tez z bronią. Zawsze nosił pistolet przy sobie.

            Tak przyszedł rok 1939.

            Mimo nadziei, major znów nie został powołany do wojska. Niemcy wkroczyli do Poznania. Major musiał zginąć w tłumie. Podjął pracę w dużym zakładzie stolarskim, jako zwykły stolarz. Tak przeżył wojnę.

            Gdy do Poznania weszło Wojsko Polskie, major został powołany do służby. Nie poszedł już jednak na front. 14 maja 1945r. zostaje szefem Rejonowego Zarządu Kwaterunkowo-Budowlanego w Jarocinie. Funkcję tę pełnił do końca lipca 1946r. Zostaje znów zdemobilizowany, jako „niezdolny do służby wojskowej”. Na urzędowym dokumencie zwolnienia wypisano formułę „ bez prawa noszenia munduru”. Był to już jego ostatni cios życiowy. Taki los spotykał wielu ludzi, którzy przed wojną ofiarnie służyli Polsce.

            Major jednak działał jeszcze aktywnie w Związku Powstańców Wielkopolskich. Często odwiedzał Trzemeszno, gdzie żyli jeszcze jego krewni i znajomi. Tutaj też spotykał jeszcze tych, którzy razem z nim walczyli w Powstaniu Wielkopolskim i na froncie wschodnim.

            Powoli jednak podupadał na zdrowiu. Lata walki i pracy dawały się we znaki, niszcząc żelazny kiedyś organizm. Tak przyszedł dzień ostatni, 16 grudnia 1964 roku. Do trumny włóżcie mi mundur. Pochowajcie mnie w grobie moich powstańców w Trzemesznie…Takie było jego ostatnie życzenie. Towarzysze broni wypełnili je wiernie. Spoczywa teraz w tej ziemi, która go wydała. W ziemi, w której ramię przy ramieniu, jak niegdyś w okopie, spoczywają jego żołnierze.

            Według spisu wykonanego własnoręcznie przez mjr Władysława Wleklińskiego życie za ojczyznę w czasie powstania oddali: Galus Kazimierz, Grajkowski Sylwester, Ornatek Stanisław, Różański Stanisław, Odebralski Andrzej, Jagła Bolesław, Potulny Zygmunt, Weber Marian, Wiśniewski Ludwik, Guziołek Józef, Priebe Antoni, Strnalski Andrzej, Balski Marian, Kajetaniak Henryk, Kołodziejczak Zygmunt.

            Powstanie przeżyli: Kaźmierski August, Dobek Stanisław, Kulse Leonard, Wiśniewski Szczepan, Fornowski Władysław, Figas Augustyn, Siwiński Henryk, Czarnkowski Ludwik, Jagła Józef, Niesiołowski Ludwik, Zacholski Stanisław, Bazuza Józef, Obiegło Leon, Nowak Piotr, Ornatek Walenty, Zielichowski Antoni, Bojanowski Władysław, Wendtland Franciszek, Kaptur Marian, Leśny Franciszek, Nowakowski Alfons, Nowak Czesław, Kamieński Wawrzyn, Mróz Józef, Walkowiak Edward, Krawczyński Andrzej, Grajkowski Alojzy, Glabas Józef, Kamerduła Józef, Majorek Franciszek, Kamerduła Stanisław, Prus Władysław, Surdyk Józef, Zielichowski Wacław, Andersohn Kazimierz, Sternalski Jan, Machiński Teodor, Baranowski Stanisław, Preussoff Roch, Stawicki Kazimierz.

            Jeszcze dzisiaj żyją w Trzemesznie liczni potomkowie powstańców i często można tutaj słyszeć wyżej wymienione nazwiska.

            Zwłoki poległych powstańców sprowadzone były do Trzemeszna i chowane na tutejszym cmentarzu. Jednak, gdy zakończyły się walki powstańcze, gdy potem nasze wojsko zmusiło do odwrotu nawałę bolszewicką, wielki patriota ks. prałat Marceli Kowalski zainicjował budowę pomnika-mauzoleum, w którym godne miejsce spoczynku mieli znaleźć polegli obrońcy nowo powstającej po okresie zaborów Ojczyzny.

            Inicjatywa ks. Kowalskiego została podjęta przez społeczeństwo miasta i okolicy. Ustalono, że obiekt ten będzie wybudowany w centralnym punkcie trzemeszeńskiego cmentarza, na skrzyżowaniu głównych alei.

            W 1926 roku obiekt był gotowy. Trumny ze zwłokami poległych powstańców zostały przeniesione do mauzoleum pod pomnikiem.

            Na frontowej płaszczyźnie obelisku umieszczono, piękną niegdyś, bo dzisiaj już zupełnie nieczytelną tablicę z tekstem łacińskim, który w wolnym tłumaczeniu na język polski brzmi:

 

Jego Eminencja Dr August Hlond Prymas Polski, pomnik ten odkryć i pobłogosławić raczył
9 października 1926 roku.

 

Matko Polsko

Nie płacz nad tym grobem naszym.

Idąc bowiem wiernie drogą Twoich wskazań, z radością oddaliśmy życie

dla odzyskania Twej wolności. Teraz mając zmartwychwstać w Chrystusie,

Ciebie o najukochańsza już zmartwychwstałą pozdrawiamy,

Życząc Ci największej szczęśliwości.

Matko najdroższa bądź pozdrowiona!\

 

            Niżej wypisano nazwiska wszystkich poległych powstańców trzemeszeńskich. Teraz po latach, trzemeszeńscy parafianie mają zamiar zainspirować budowę repliki tego pięknego pomnika. Zbiera się już stare zdjęcia, gromadzi potrzebne informacje i szuka pomocników w realizacji tego wielkiego dzieła. To niezwykle ważna dla historii sprawa, godna poparcia nie tylko mieszkańców Trzemeszna, ale także całej Wielkopolski i Pomorza.

             

           

Tekst: Antoni Kierczyński

Źródło: Trzemeszeński Miesięcznik Informacyjny Kosynier

 
«« wstecz

drukujwyślij ten link
  



Mapa
Galeria
Panorama


Pobierz JAVAPobierz JAVA
Warto zobaczyć
Kosynier
Urząd Wojewódzki w Poznaniu
Urząd Marszałkowski Woj. Wielkopolskiego
Starostwo Powiatowe w Gnieźnie

 
 



© Urząd Miasta i Gminy Trzemeszno  | design and hosting